Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 3. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Rozdział 3. Pokaż wszystkie posty

14 czerwca 2014

Rozdział 3

            – Przecież tak nie można! – krzyknęłam, uderzając dłońmi o oparcie fotela. Nawet jeśli spróbowaliby się do nas dostać, to dotarliby najdalej do drzwi centrum. Dalej byśmy ich nie dopuścili.
            – Spokojnie. Jak na razie mam wszystko pod kontrolą – oznajmił z opanowaniem tata. Podziwiałam go, że może o tym tak swobodnie rozmawiać. Sprawiał wrażenie, jakby w ogóle się tym nie przejmował. Może już przeszedł przez ten etap. Teraz pozostało działać, aby zapobiec wojnie. Żadna strona nie wyszłaby dobrze w takiej sytuacji.
            – Skoro tak, to co ja mam z tym wszystkim wspólnego? – spytałam zdezorientowana.
            – Już tłumaczę. Musimy zebrać więcej informacji o założycielu Horologium. Mój informator, niestety, się do tego nie nadaje. – Na twarzy taty pojawił się grymas niezadowolenia.
            – Jak przedostanę się do ich oddziału? – W głowie zaczęłam już układać plan. Chciałam zacząć tę misję jak najszybciej. W takich sprawach lepiej nie zwlekać.
            – Nie miałem na myśli oddziału. Zostaniesz wysłana do jego domu – mówiąc to, tata patrzył prosto w moje oczy. Czekał na moją reakcję.
            – To nie przejdzie. Rozpozna mnie. – Energicznie kręciłam głową, podkreślając swoją niezgodę. Nie podobała mi się wizja zdemaskowania przez naszego obecnie największego wroga. Na razie jednak starałam się trzymać nerwy na wodzy.
            – Nie wie jak wyglądasz.
            – Skąd możesz to wiedzieć?! – Nie wytrzymałam. Krzyknęłam z wyraźnym oburzeniem. Nie mogłam uwierzyć, że jest w stanie mnie tak narażać.
            – Po prostu wiem. – Wyraz twarzy Teda był obojętny. Jedynie stukał palcami o blat biurka, sygnalizując swoje zniecierpliwienie. Wzięłam głęboki wdech, aby się uspokoić. Powoli docierał do mnie cały sens tego zadania.
            – Jak dostanę się do tego domu? – Wypowiedziałam pierwsze pytanie jakie przyszło mi w tym momencie na myśl.
            – Będziesz w nim pracować. Jako służąca.
            – Nie zgadzam się. Nie będę za kimś latać i słuchać jego rozkazów. Rozkazywać to my, ale nie nam.
            – Nie zachowuj się jak rozpieszczone dziecko. To jest twoje zadania, a ty masz je wykonać. Taką masz pracę – oznajmił swoim władczym tonem. Używał go przeważnie przy rozmowie z pracownikami, rzadko ze mną. Nie lubiłam, kiedy rozmawiał ze mną w ten sposób. Po raz setny zaczęłam głęboko oddychać. Zapomniałam, że w tym pomieszczeniu jest ktoś jeszcze. Przeniosłam wzrok na Matiasa w poszukiwaniu jakiejkolwiek pomocy z jego strony. Przecież on też się na to nie zgadzał, a we dwoje mogliśmy przekonać mojego ojca, że to naprawdę zły pomysł. Niestety, mężczyzna nie odezwał się ani słowem, po prostu wyszedł. Świetnie. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć. U taty w biurze siedziałam jeszcze dwadzieścia minut, aby dogadać wszelkie szczegóły.
            To pomieszczenie zawsze mnie przerażało. Przeważał tu kolor stali. Wszystko wydawało się takie surowe. Na środku stało wielkie biurko, za którym znajdował się typowy fotel prezesa. Nie było tu również okien. Gdyby nie dwie lampy na suficie i jedna mała na biurku taty, panowałyby tu egipskie ciemności. Poza stołem oraz dwoma fotelami stał regał z mnóstwem segregatorów i skórzana kanapa, z której rzadko ktoś korzystał. Właściwie to nie wiem po co ona tam stała. Tylko się kurzyła.
            – Skoro mam jedynie tam siedzieć i mu usługiwać, to po co zwiększona liczba treningów? Do podawania herbaty nie potrzebuję większych zdolności bojowych – prychnęłam. Byłam niesamowicie wkurzona na tatę i miałam zamiar mu to pokazać.
            – Zrezygnowałem jednak z nich. Nie ma już na to czasu. A teraz, jeżeli pozwolisz, chciałbym wrócić do pracy, a ty idź się spakować. Zaczynasz od jutra.
            Gdy mężczyzna skończył mówić, wstałam bez słowa i wyszłam, ponownie trzaskając drzwiami. Tym razem zrobiłam to specjalnie. Wokół mojego ciała pojawiło się pole siłowe, z którego wydostawały się błyskawice. Reagowałam tak za każdym razem, gdy coś bardzo mnie zdenerwowało. Tak, panowałam nad elektrycznością i w tej chwili miałam zamiar to wykorzystać. Musiałam na czymś wyładować swoją złość. Dlatego idąc ciągnącym się w nieskończoność korytarzem, po kolei rozwalałam każdą lampę, która nade mną wisiała. Na podłodzie pozostawało setki kawałków szkła, a w oddali słychać było jeszcze ciche bzyczenie uszkodzonej żarówki. Widocznie jedna przetrwała. Z racji tego, że przebywałam obecnie pod ziemią, na tym fragmencie panowała coraz większa ciemność. No cóż, nie moja wina, że najważniejsza część Orionu znajduje się prawie na najniższym piętrze. Niżej jest już tylko więzienie.
            Jadąc windą na szósty poziom, gdzie znajdował się mój pokój, rozmyślałam nad nową misją. Zaczynałam rozumieć, dlaczego to akurat ja musze ją wykonać. Byłam jedną z niewielu, którzy byli szkoleni do zdobywania informacji, poza tym jeśli by mnie złapali, miałam największe szanse na ucieczkę. Weszłam do sypialni i spod łóżka wyciągnęłam wielką walizkę oraz podobnej wielkości pudełko z moją ulubioną bronią. Niestety, nie mogłam wziąć ze sobą za wiele, więc do skrytki pod dnem walizki włożyłam pistolet ze specjalnymi nabojami, które blokowały Obdarowanym używania ich mocy i dwa niewielkie sztylety łatwe do ukrycia pod ubiorem. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
            – Proszę. – Odwróciłam się w stronę wejścia, aby zobaczyć kto zaszczycił mnie swoją obecnością. To Matias. – Jestem zajęta.
            – I zła na mnie. – Czyżby ktoś miał wyrzuty sumienia? Nie, na pewno mi się tylko wydawało. Wróciłam do pakowania się, więc stałam do mojego gościa tyłem.  
            – Po co przyszedłeś? – Na chwilę przestałam upychać rzecz, aby zastanowić się, gdzie włożyć moją ulubioną bluzkę. Miejsca miałam już coraz mniej. Zrezygnowana odwróciłam się do Matiasa.
            – Przeprosić. – Mężczyzna posłał w moją stronę lekki uśmiech, który zapewne miał mnie skłonić do ewentualnego przebaczenia. Okazywanie skruchy zdecydowanie słabo mu wychodziło.
            – Nie musisz. Nie jestem zła. – Nie kłamałam. Byłam zła, ale na początku. Teraz już wiem, że i tak byśmy nic nie wskórali. Na potwierdzenie moich słów wygięłam usta w bladym uśmiechu. Chwilowo to jedyne na co było mnie stać. - Przecież kłóciłeś się z nim zanim do was weszłam.
            – No to mogę spać spokojnie. Idę, żeby ci nie przeszkadzać. Pamiętaj tylko, żeby się ze mną jutro pożegnać – mówiąc to, wystawił przed siebie palec wskazujący i zmrużył lekko oczy. Przytaknęłam głową, po czym włożyłam kolejną bluzkę do walizki. Musiałam wziąć ze sobą sporo rzeczy, bo przez dwa tygodnie nie będę mogła tu przyjechać. Przez cały ten czas miałam mieszkać tam, na miejscu i, jeśli zdobędę wystarczająco dużo informacji, zakończę współpracę. Wszystko już było załatwione. Kolejne pukanie do drzwi. Ruch dzisiaj u mnie jak na dworcu.
            – Otwarte.
            – No nareszcie cię znaleźliśmy. – Usłyszałam głos Noemi, a sekundę później zobaczyłam kątem oka Olivera rzucającego się na moje łóżko. Chciałam go za to udusić. Dopiero co je pościeliłam i wszystko idealnie ułożyłam. Może nie miałam obsesji na punkcie czystości, ale chyba nikt nie lubi, jak jego praca idzie na marne.
            – Czy ty nie potrafisz normalnie siadać? – Wzięłam poduszkę, po czym z poważną miną uderzyłam nią chłopaka.
            – Czy ty mi musisz wiecznie coś robić? – Prychnął, zsuwając się z łóżka i poprawiając włosy. Nic mu to jednak nie dało. Nadal każdy kosmyk był w inną stronę. Z Noemi uważałyśmy, że dodaje mu to uroku. Chłopak jednak był przeciwnego zdania.
            – Jakbyś nie był takim idiotą, to bym nie musiała.
            – Ta, ja ciebie też kocham.
            Przewróciłam oczami, a następnie dołożyłam ostatnią już parę spodni do torby. Złapałam za zamek i siadając na walizce, jakimś cudem ją zapięłam. Zdecydowanie muszę poćwiczyć pakowanie się. Nie należy to raczej do moich mocnych stron.
            – Dlaczego się pakujesz? – spytała Noemi, która zdezorientowana ciągle przerzucała wzrok ze mnie na walizkę i na odwrót. Kiedy mogłam w końcu w spokoju usiąść, wytłumaczyłam im o co chodzi. Ominęłam wątek z napadem na nasz oddział. Nie chciałam siać paniki, skoro to jeszcze niepotwierdzone informacje.
            Przyjaciele siedzieli u mnie dwie godziny. Z racji późnej pory jedyne co mogłam teraz zrobić, to pójść spać, więc po szybkim prysznicu, położyłam się na moim dwuosobowym łóżku, a następnie odpłynęłam w głęboki sen.
             Rano obudziły mnie promienie słońca przebijające się przez śnieżnobiałe zasłony sięgające do samej ziemi. Po uprzednim przeciągnięciu się, położyłam stopy na zimnych panelach, przez co poczułam dreszcz wędrujący po moim ciele. Podszedłszy do okna, otworzyłam je. Podmuch letniego powietrza rozwiał moje włosy i wywołał uśmiech na twarzy. Uwielbiałam taką pogodę. Nie za ciepło, nie za chłodno. Dopiero po chwili przypomniałam sobie, co mnie dzisiaj czeka. Od razu mina zrzedła mi mina.
            W Orionie działał ten sam system co w moim domu, więc ubranie się zajęło mi kilka minut. Tym razem były to szare, obcisłe jeansy z kilkoma przetarciami oraz ciemnozielona bluza odrobinę na mnie za duża. Włosy związałam w luźny koński ogon, aby nie przeszkadzały mi w posiłku. Po przygotowaniach zjechałam do jadalni, gdzie na szczęście spotkałam swoich przyjaciół. Przydałby się jeszcze Matias, żebym nie musiała go szukać po całym centrum. Obiecałam, że z nim również się pożegnam. Śniadanie jak zawsze było pyszne. Kiedy skończyłam, przytuliłam Noemi i Olivera. Po opuszczeniu przyjaciół ruszyłam w stronę pokoju. W samych drzwiach stołówki wpadłam na trenera.
            – Gdzie tak pędzisz? – Spojrzał na mnie z rozbawieniem i ułożył dłonie na moich ramionach.
            – Do pokoju. Muszę się już zbierać – wyjaśniłam, zadzierając głowę do góry, tak by utrzymać kontakt wzrokowy z mężczyzną. Był ode mnie o wiele wyższy.
            – Uważaj tam na siebie. Coś mi nie pasuje w całej tej sprawie. – Jego poważny ton zapalił moją czerwoną lampkę. Obiecałam więc sobie zachować czujność.
            – Jasne. Zawsze na siebie uważam – stwierdziłam z szerokim uśmiechem.
            – Do zobaczenie za dwa tygodnie. – Rozczochrał mi włosy, a następnie wymijając mnie, ruszył w stronę okienka, gdzie wydawano jedzenie. Czasami traktował mnie jak dziecko. W takich momentach czułam się jakbym miała dwóch ojców. A propos, właśnie ten prawdziwy szedł w moją stronę. Wyglądał na nieźle wkurzonego. Lepiej się ewakuuję zanim mnie zobaczy.
            – Vanesso, ja cię widzę – oznajmił srogim tonem.
            Cholera, a było tak blisko. Zatrzymawszy się w połowie kroku, odwróciłam się na pięcie, a na twarz przywołałam swój najlepszy uśmiech numer dwa.
            – No co tam, tatku? – Zawsze się tak do niego zwracałam, kiedy wiedziałam, że zaraz zacznie mi prawić kazanie. Miałam nadzieję, że choć trochę go tym udobrucham.
            – Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego na moim korytarzu wszystkie lampy są roztrzaskane w drobny mak? – Jego ton był dziwnie spokojny. Brzmiał wtedy jeszcze bardziej przerażająco niż gdyby krzyczał.
            – Może jakiś twój pracownik się wkurzył, że nie dałeś mu podwyżki.
            – Koszt ich naprawy obetnę ci z wypłaty.
            – Nie ma sprawy i tak dostanę drugą. Od dzisiaj zaczynam nową pracę, pamiętasz? – Poklepałam go po ramieniu, po czym odwróciłam się i kontynuowałam drogę do pokoju. Usłyszałam jedynie, jak tata mówi: „Kiedyś zwariuję z tą dziewczyną”.
            Podjechałam żółto-czarną taksówką pod wielką willę. Wolałabym zrobić to swoim czarnym mercedesem, ale to mogłoby wzbudzić podejrzenia, bo skąd dziewiętnastoletnia sprzątaczka miałaby pieniądze na takie auto? Dom naprawdę robił wrażenie. Na posesję wjeżdżało się przez ogromną, metalową bramę ozdobioną wieloma ornamentami. Na środku podjazdu stała fontanna przedstawiająca Hydrę. Z każdej z trzech głów leciała woda. Wyglądało to dość przerażająco, ale w pewnym sensie pasowała do właściciela tego przybytku. A właściwie do mojego wyobrażenia o nim. Cały dom był kremowy oraz liczył dwa piętra. Na jasnym tle świetnie odznaczał się balkon, który miał czarną, metalową poręcz i wisiał nad samym wejściem.

            Kiedy otrząsnęłam się z szoku, jaki wywarł na mnie ten widok, weszłam po trzech stopniach, aby dojść do drzwi i nacisnęłam guzik. Usłyszałam donośny dzwonek. Przez moment poczułam się jakbym stała przed domem jakiegoś hrabiego. Oby nie okazał się Draculą. Drzwi otworzył mi średniego wzrostu mężczyzna z wieloma oznakami starzenia się. Jego ciemne włosy stopniowo pokrywał już siwy kolor. Brodę okalał gruby zarost. Przypominał mi Alexandra. Na szczęście, tak samo jak szofer, sprawiał wrażenie przyjaznego. Poczułam dużą ulgę.
            – W czym mogę pomóc? – Do moich uszu dotarł zachrypnięty, męski głos. Jego właścicielem był oczywiście kamerdyner.
            – Nazywam się Emma Adams. – Na czas tej misji dostałam nową tożsamość. – Ja w sprawie pracy.
            – Czekaliśmy na panienkę. Proszę chwilę poczekać. Zaraz przyprowadzę pana Hansona.
            W odpowiedzi kiwnęłam jedynie głową. Kiedy straciłam mężczyznę z pola widzenia, od razu zaczęłam oglądać wnętrze. Powoli wypuściłam z dłoni bagaż, który upadł na krwistoczerwony dywan ciągnący się od drzwi aż po schodach na pierwsze piętro. Ktoś się naoglądał za dużo gali z Hollywood. Nade mną wisiał kryształowy żyrandol. Był tak przepełniony diamentami, że miałam wrażenie, jakby lada moment miał na mnie spaść. Oczywiście ściany nie odstawały od reszty wystroju. Na każdej wisiał przynajmniej jeden obraz w ozdobnej ramie. Od tego przepychu zaczęło kręcić mi się głowie. Czułam się przytłoczona tym bogactwem. Myślałam, że to mój dom wyróżnia się spośród innych. Nagle usłyszałam chrząknięcie. Zaskoczona gwałtownie odwróciłam się w kierunku, z którego ono dobiegło.
            – Witam. – Na ostatnim stopniu stał czterdziestokilkuletni mężczyzna z lekkim zarostem i kwadratowymi okularami na nosie.
            – Nazywam się…
            – Wiem, jak się nazywasz – wtrącił brunet.
            – Nie przypominam sobie, żebym przechodziła z panem na „ty”. – Nie pozwolę sobie na jakikolwiek brak szacunku wobec mojej osoby. To, że miałam u niego pracować jako służąca, nie oznacza, że może mnie lekceważyć. Jeśli w jakiś sposób obeszły go moje słowa, nie okazał tego. Jego twarz nadal nie wyrażała żadnych emocji.
            – Przejdźmy do mojego gabinetu. Omówimy szczegóły współpracy. – Wskazał dłonią na pierwsze piętro, po czym ruszył w górę schodów. Zszokowana i jednocześnie zdenerwowana poszłam w ślady właściciela domu.
            Po godzinie siedziałam w moim tymczasowym pokoju, który znajdował się w części domu specjalnie przeznaczonej dla służby. Szczęście, że nie wcisnęli mnie w żaden obciachowy uniform. Bałam się, że skończę w czarnej sukience z białym fartuszkiem i kołnierzykiem. To już byłoby za wiele. Założyłam na siebie więc czarne dresy, które nie jedno przeżyły na treningach i zwykłą koszulkę na krótki rękaw w tym samym kolorze. Lubiłam ubierać się na czarno, na co z kolei narzekał mój tata. Uważał, że dziewczyna w moim wieku powinna ubierać się w jasne i kolorowe rzeczy. To samo było z sukienkami, których wprost nienawidziłam. Skierowałam się według instrukcji mojego nowego szefa do kantorka, gdzie znalazłam mop i wiadro. Kiedy włączyłam sobie muzykę na słuchawkach, byłam gotowa do pracy. Z korytarzem uporałam się dość szybko, więc nadeszła kolej na pokoje. Z racji tego, że stałam do jednego z nich tyłem, przy otwarciu pomogłam sobie łokciem, którym nacisnęłam klamkę. Następnie wciąż nucąc pod nosem ulubioną piosenkę, wparowałam do pokoju. Nagle znieruchomiałam.